23 marca

10 rzeczy, na które dałam sobie zgodę po poznaniu Human Design

Odkąd poznałam Human Design, wiele rzeczy zaczęło wskakiwać na swoje miejsce. Nie w tym sensie, że nagle znalazłam odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Bardziej w takim, że to, co wcześniej wydawało mi się niespójne albo trudne do nazwania, zaczęło mieć sens. Najcenniejsze okazało się jednak coś jeszcze: więcej zgody na siebie i więcej zaufania do własnych odczuć. Z czasem ta zgoda objęła także moje dzieci.

Jedną z najtrudniejszych decyzji była edukacja domowa mojej córki, która bardzo źle znosiła systemową szkołę- zresztą z wzajemnością. Dzięki analizie jej bodygraphu lepiej zrozumiałam, jakich warunków potrzebuje do rozwoju i nauki, a także skąd brał się ten ogromny stres. Dziś jest już w kameralnej szkole, w której dobrze sobie radzi i gdzie jej wrażliwość nie jest problemem.

Z kolei zrozumienie talentów i motywacji mojego syna bardzo ułatwia mi nawigowanie przez burzliwy czas dorastania. Mniej panikuję, kiedy obserwuję, jak uczy się życia przez eksperymentowanie i wyciąganie własnych wniosków.

Jeśli chodzi o mnie samą, Human Design nie tylko potwierdziło wiele rzeczy, które wcześniej gdzieś intuicyjnie czułam, ale też przyniosło mi kilka zupełnie nowych wglądów. Największa wartość przyszła z potwierdzenia, że nie przesadzam, nie jestem zbyt delikatna, zbyt refleksyjna, zbyt powolna, zbyt analityczna, zbyt idealistyczna ani zbyt wymagająca. Jestem dokładnie taka, jaka mam być, żeby robić to, do czego zostałam powołana. I naprawdę nie potrzeba niczego więcej poza zgodą na bycie sobą. Właśnie o tej zgodzie chcę Ci opowiedzieć, bo być może w części moich refleksji odnajdziesz również coś dla siebie.

1. Nie muszę za wszystkimi nadążać

To była jedna z pierwszych rzeczy, które naprawdę mnie poruszyły, gdy dowiedziałam się, że jestem Projektorem.

Przez lata patrzyłam na ludzi wokół mnie i nie mogłam zrozumieć, skąd mają tyle energii. Jak potrafią być tak aktywni, tak długo przebywać z ludźmi, tyle robić dzień po dniu i wciąż normalnie funkcjonować.

A ja próbowałam nadążyć. Czasem nawet przez chwilę mi się to udawało, ale zwykle kończyło się to głębokim wyczerpaniem.

Kiedy naprawdę zrozumiałam, że potrzebuję inaczej obchodzić się ze swoją energią, poczułam ogromną ulgę. Bez wyrzutów sumienia (nie jestem leniwa i nie muszę już udowadniać) wracam dziś do delegowania tego, co nie leży w obszarze moich mocnych stron.

2. Nie muszę robić wszystkiego tak, żeby innym było wygodnie

Mam niezdefiniowane centrum emocjonalne, więc naturalnie jestem wyczulona na emocje, reakcje i nastroje innych ludzi. Często zanim powiedziałam, co naprawdę myślę albo czego chcę, najpierw sprawdzałam, jak wpłynie to na drugą osobę. Czy ktoś się nie obrazi, czy nie będzie mu przykro, czy nie zrobi się niezręcznie, czy nie pojawi się napięcie. Z zewnątrz mogło to wyglądać jak empatia i dojrzałość, ale w praktyce często oznaczało rezygnację z siebie.

Human Design bardzo pomogło mi zobaczyć wyraźniej, że nie wszystko, co dzieje się emocjonalnie wokół mnie, dotyczy mnie. I że naprawdę nie muszę brać odpowiedzialności za cudze reakcje i emocje. To było bardzo uwalniające

3. Nie muszę cały czas czegoś sobie udowadniać

Otwarte centrum serca w połączeniu z pierwszą linią profilu może dawać poczucie, że wciąż czegoś mi brakuje, by naprawdę ruszyć dalej: jeszcze jednego kursu, certyfikatu, doświadczenia, potwierdzenia z zewnątrz. Jakby to, co już wiem i kim już jestem, nadal było niewystarczające.

Nie muszę przez całe życie zdawać egzaminu przed sobą i światem. Nie muszę bez końca potwierdzać sobie własnej wartości. Mogę po prostu uznać, że ona już we mnie jest.

W temacie poczucia własnej wartości bardzo wspierająca okazała się dla mnie integracja moich czterech wiodących archetypów energetycznych. To właśnie ona pozwoliła mi głębiej zrozumieć sens i celowość tego, kim jestem (również w perspektywie RAX Wyjaśnienia 3). Zobaczyłam też wyraźniej, że to, co widzę i potrafię nazwać, nie zawsze będzie oczywiste ani każdemu potrzebne. I to jest w porządku.

4. Nie muszę znać całej swojej drogi, żeby cieszyć się podróżą

Otwarte centrum tożsamości od dawna dawało mi się we znaki. Pytałam: dokąd idę, kim jestem, co jest tym właściwym wyborem, jak się w końcu określić. No i dlaczego inni zdają się wiedzieć, a ja wciąż szukam. Należałam do tych osób, które naprawdę chciały wiedzieć. To, że odpowiedź nigdy nie była prosta ani niezmienna, budziło we mnie poczucie, że coś jest ze mną nie tak, że brakuje mi zdecydowania albo konsekwencji.

Nieważne, jak bardzo się starałam, nie mogłam znaleźć pełnej i trwałej jasności. Próbowałam różnych ról i czułam presję, by się z nimi utożsamić, jakbym musiała wreszcie wybrać jedną ścieżkę. Dziś rozumiem, że moja droga nie polega na zamknięciu się w jednej definicji siebie. Jestem stworzona do większej płynności w tożsamości i kierunku. Do odkrywania siebie w różnych odsłonach, do podążania za właściwymi zaproszeniami i do odnajdywania radości w tym, co po drodze się odsłania. Wystarczy, że wiem, co jest prawdziwe dla mnie teraz.

5. Mogę się zatrzymać, zanim opadnę z sił

Otwarte centrum korzenia, niezdefiniowane centrum sakralne i branie energii Generatorów z mojego otoczenia za własną, przez długi czas prowadziły mnie prosto do przeciążenia. Pojawiała się silna presja, żeby odhaczać kolejne zadania z listy, która właściwie nie miała końca. Kończyło się to pracą do późna, zmęczeniem następnego dnia i brakiem prawdziwej produktywności. Przez długi czas nie umiałam rozpoznać momentu, w którym naprawdę mam już dość. Nie potrafiłam się zatrzymać i działałam z energetycznego deficytu.

Dziś dzielę większe zadania na etapy pośrednie i potrafię zatrzymać się, zanim moje ciało zapłaci za to zbyt wysoką cenę.

6. Jeśli jakieś miejsce mi nie służy, mogę je opuścić

Od dawna intuicyjnie wyczuwałam, jeszcze zanim umiałam to nazwać, że są miejsca i środowiska, w których po prostu mi nie idzie. Robię to samo, wkładam podobny wysiłek, wszystko wydaje się logiczne, a jednak nic się nie układa. Relacje stają się obciążające a możliwości się nie pojawiają.

A potem trafiam gdzie indziej i nagle wszystko zaczyna płynąć. Spotykam innych ludzi. Pojawiają się zaproszenia i nowe możliwości. Ja sama też czuję się inaczej.

W moim przypadku wiąże się to również z językiem francuskim, który wpływa na moją tożsamość, uruchamia inne przekonania i otwiera nowe perspektywy.

Przez długi czas miałam poczucie, że może to tylko moja interpretacja, ale dziś wyraźnie widzę, że nie każde miejsce służy każdemu. Nasz bodygraph pokazuje, jakie środowisko nas wspiera i gdzie najłatwiej nam rozwijać się w zgodzie ze sobą.

Dziś już to wiem. Jeśli coś mi nie służy, nie muszę zostawać tam wbrew sobie. Mogę zaufać temu, że moje ciało i intuicja czasem wiedzą wcześniej niż umysł.

7. Mogę poczekać na właściwe zaproszenie

Odczuwamy dziś dużą presję szybkiego tempa. Komunikaty wokół nas zachęcają do działania, reagowania od razu i nieprzegapiania okazji. A ja coraz wyraźniej widzę, że nie wszystko trzeba przyspieszać. Dla niektórych z nas czekanie nie jest stratą czasu. Czasem właśnie ono chroni przed wejściem w coś, co wcale nie jest nasze.

To może brzmieć jak oczywistość, ale naprawdę nie jesteśmy dla każdego. I to jest uwalniające, także w kontekście konkurencji. Nawet jeśli dziesięć osób uczy tego samego języka angielskiego biznesowego, każda z nich będzie poruszać innych ludzi, o ile jej przekaz wyrasta z tego, kim naprawdę jest i co ma do wniesienia.

Mimo że bardziej premiuje się działanie niż bycie, czekanie na właściwe zaproszenie może oszczędzić Projektorom bardzo dużo czasu, energii i rozczarowań. Pozwalam więc sobie czekać na właściwe zaproszenia.

8. Mój umysł nie musi podejmować za mnie wszystkich decyzji

To było dla mnie fundamentalne odkrycie, bo mam bardzo aktywną głowę. Potrafię analizować, łączyć fakty, rozkładać wszystko na części, szukać sensu i przewidywać różne scenariusze. Przez długi czas wydawało mi się, że właśnie tak powinno się podejmować decyzje.

Później zaczęłam przyglądać się temu wstecz i zobaczyłam bardzo wyraźnie, że moje najlepsze decyzje wcale nie były najbardziej racjonalne, ale najbardziej intuicyjne. Mam autorytet śledziony i to wiele wyjaśnia. Zrozumienie, że mój umysł może doskonale wspierać mnie w pracy z innymi, ale nie powinien być moim własnym kompasem decyzyjnym, przyniosło mi ogromną ulgę. Nie muszę już racjonalizować tego, co po prostu wiem.

9. Mogę popełniać błędy, bo dzięki nim się uczę

Mam w sobie coś takiego, że nie wierzę, dopóki sama nie sprawdzę i nie przekonam się kilka razy, że naprawdę się nie mylę. Taki jest też urok trzeciej linii w moim profilu. To pragmatyczne podejście, oparte na eksperymentowaniu, przez długi czas budziło we mnie poczucie winy, bo ile można sprawdzać wciąż od nowa.

W przypadku Human Design, który nie wyrasta z naukowego paradygmatu, potrzebowałam bardzo wielu potwierdzeń, żeby uznać, że ten system naprawdę ma sens i trafnie opisuje rzeczywistość. Jednocześnie frustrowało mnie to, że poza empirycznymi dowodami z mojego życia oraz obserwacji bliskich i klientów nie mam dla niego mocnego naukowego uzasadnienia. To było dość niewygodne dla mojego umysłu.

Zgoda na eksperymenty i błędy bardzo uwolniła perfekcjonistkę we mnie i obudziła dziecięcą ciekawość. I całe szczęście, że nie jestem chirurgiem, bo wtedy uczenie się na błędach miałoby jednak inny posmak.

10. Mogę żyć pytaniami, nie muszę znać wszystkich odpowiedzi

Szukanie odpowiedzi na pytania innych bardzo mnie motywuje. Jednocześnie wiem już, że nie wszystko da się racjonalnie wyjaśnić. Czasem uczciwiej jest zostać przy pytaniu niż na siłę szukać odpowiedzi.

Na koniec chciałam podzielić się z Tobą myślą, że zgoda na to, o czym Ci opowiedziałam, nie zrobiła ze mnie nowej osoby, ale pozwoliła mi wrócić do siebie: do tego, co czułam od dawna, a co często zagłuszałam, bo wydawało mi się zbyt mało racjonalne lub zbyt mało zrozumiałe.

Czy teraz już zawsze umiem tak żyć? Nie.

Czy czasem wracam do starych schematów? Oczywiście.

Czy dalej się tego uczę? Cały czas.

A jednak mam poczucie, że dziś jestem dużo bliżej siebie niż kiedyś. I być może właśnie o to w tym wszystkim chodzi: nie o to, by stawać się idealną wersją siebie, ale o to, by już siebie nie porzucać.


Tags

Human Design w życiu, Human Design w biznesie



Czy to moment, by wrócić do siebie i wybrać kierunek, który jest naprawdę Twój?


Tak, umawiam bezpłatną konsultację Human Design
>