14 kwietnia

Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu? Human Design podpowiada: zacznij od czasu we własnej aurze.

Twoja otwarte i niezdefiniowane centra chłoną energię osób, z którymi przebywasz. 

Marek Grechuta śpiewał:

Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy? Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych? Jak oddzielić nagle serce od rozumu? Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu?

Słyszałam tę piosenkę wiele razy jeszcze w liceum. Pamiętam ją z kameralnego koncertu Grechuty w Zakopanem. Wtedy nie rozumiałam jej naprawdę, bo do takich pytań dorasta się z czasem.

Z perspektywy Human Design to utwór o warunkowaniu. O wszystkich tych głosach, emocjach i oczekiwaniach, które przejmujemy od innych i które z czasem zaczynamy uważać za własne, choć nigdy nasze nie były.

Dziś wiem, że moje ciało wiedziało znacznie wcześniej niż mój umysł był gotowy przyjąć, że żeby usłyszeć własny głos, muszę dosłownie oddalić się od "tłumu".

Ciało wie, co dla nas najlepsze

Jako dziecko po powrocie ze szkoły zamiast odrabiać lekcje wychodziłam na długie spacery do parku albo na wały wiślane. Sama, bez słuchawek, bo wtedy nikt jeszcze ze słuchawkami nie chodził.

Szłam i wszystko zaczynało mi się w środku układać: napięcia między mną a koleżankami, szkolna presja, hałas szkolnych korytarzy. Powoli to ze mnie schodziło. Wracałam do domu spokojniejsza i lżejsza.

Nie umiałam wtedy tego nazwać. Oczywiście nie wiedziałam nic o moich niezdefiniowanych centrach, które pobierają i wzmacniają energię innych. Wiedziałam tylko jedno: potrzebuję tych spacerów. Moje ciało prosiło o nie bez słów, a ja, co jest pewnie jedną z mądrzejszych rzeczy, jakie wtedy robiłam, słuchałam.

Potem tego czasu było coraz mniej. 

Jak przekonałam siebie, że samotność jest luksusem, na który mnie nie stać

Przyszło dorosłe życie ze swoją logiką wydajności. Praca, zobowiązania, dzieci, relacje: wszystko ważne, wszystko pilne, wszystko wymagające uwagi i obecności. A samotne spacery bez celu? Powoli zaczęłam je traktować jako coś, na co trzeba "zasłużyć". Coś, na co można sobie pozwolić, kiedy wszystko inne jest zrobione.

No i bądźmy szczere: kiedy wszystko inne jest zrobione, to znaczy nigdy.

Każdą chwilę, kiedy mogłam pobyć sama, zaczęłam wypełniać czymś "użytecznym". Podcast w drodze. Audiobook przy sprzątaniu. Muzyka podczas gotowania. Scrollowanie zanim zasnę, bo "muszę jeszcze sprawdzić." W ten sposób bycie zajętą stało się integralną częścią mojej codzienności, a cisza czymś, z czym nie bardzo umiałam być i czemu przestałam ufać.

I przez te wszystkie lata bardzo powoli przestawałam wiedzieć, czego chcę. Kim jestem poza rolami, które pełnię. Co naprawdę czuję, zanim jeszcze zdążę sięgnąć po telefon i to zagłuszyć. Przestałam słuchać ciała, zaczęłam słuchać umysłu.

Dlaczego zapominamy, kim jesteśmy

Kiedy rozmawiam ze znajomymi kobietami, bardzo często mówią to samo tylko innymi słowami: że nie wiedzą, czego chcą i szukają siebie: w kolejnych kursach, strategiach, w terapii, w rozmowach z przyjaciółkami, a im więcej szukają na zewnątrz, tym bardziej czują się zagubione. To przekłada się na każdą sferę życia: prywatną, zawodową, marki osobistej.

I rozumiem to doskonale, bo kiedy jesteś nieustannie wśród innych ludzi, ciągle wchłaniasz informacje z zewnątrz i nie spędzasz wystarczająco dużo czasu sama ze sobą, to jest prawie niemożliwe, żebyś mogła rozróżnić, co energetycznie należy do Ciebie, a co nie. A dopóki tego nie potrafisz, Twoja mapa Human Design nie da Ci pełnego dostępu do tego, co naprawdę w niej zapisane, bo albo nie usłyszysz własnego głosu (tego co w HD nazywamy „autorytetem”), albo mu nie zaufasz.

Według Human Design każdy człowiek ma dziewięć centrów energetycznych. Każde z nich może być zdefiniowane, czyli stale emitujące energię albo niezdefiniowane bądź otwarte, czyli stale przyjmujące i wzmacniające energię z otoczenia. Ja mam pięć niezdefiniowanych centrów. To znaczy, że w tych obszarach otwartości jestem jak antena nastawiona na odbiór sygnału: zbieram emocje, tożsamości, przekonania, impulsy wszystkich, z którymi przebywałam.

Niezdefiniowane centra to miejsca ogromnej wrażliwości i potencjalnej mądrości. Jednak ta sama otwartość, która sprawia, że możesz głęboko rozumieć i odczuwać to, co dzieje się w innych, oznacza też, że bez regularnego czasu we własnej aurze, dosłownie nie wiesz, co jest Twoje, a co przejęte z otoczenia.

W terminologii Human Design ten wpływ innych osób nazywa się warunkowaniem. Kiedy jesteś nieświadoma warunkowania, nie żyjesz do końca swoim życiem, ale echem cudzych oczekiwań, cudzych emocji, cudzych przekonań o tym, kim powinna być dobra matka, dobra córka, dobra partnerka, dobra szefowa, dobry pracownik.

I przychodzi taki dzień ogromnego zmęczenia, kiedy pytasz samą siebie: kim ja właściwie jestem bez tych ról?

Odpowiedź jest w Tobie. Jednak, żeby ją usłyszeć, musisz stworzyć ku temu odpowiednie warunki.

Z własnego doświadczenia

Przez długi czas myślałam o sobie, że jestem „bardzo emocjonalna”. W bliskich relacjach często miałam poczucie, że odpowiadam za cudze nastroje, jakby sama moja obecność coś w innych poruszała albo rozstrajała. Potrafiłam też przejmować nastrój, a nawet dolegliwości osoby, z którą przebywałam.

Mam niezdefiniowane centrum Solar Plexus. To centrum jest związane z emocjami i u około połowy ludzi jest zdefiniowane. To znaczy, że ich emocjonalna energia płynie w sposób stały i falowy, a kiedy jestem w ich aurze, łatwo ją chłonę i wzmacniam. Przez lata byłam jednak przekonana, że to moje własne emocje.

Dopiero kiedy zaczęłam regularnie spędzać czas we własnej aurze, czyli dokładnie tak, jak robiłam to w dzieciństwie, zobaczyłam coś, co bardzo zmieniło moje myślenie o sobie. A mianowicie, kiedy jestem naprawdę sama, bez wpływu z zewnątrz, jestem spokojna i wewnętrznie stabilna. To, co wcześniej brałam za własny emocjonalny chaos, bardzo często było czymś, co przejmowałam z otoczenia, bo nie dawałam sobie dość przestrzeni, żeby wrócić do siebie.

Ta świadomość przynosi dużą ulgę. I nie dotyczy tylko centrum emocjonalnego, ale każdego niezdefiniowanego centrum w bodygraphie.

15 minut na każde niezdefiniowane centrum

To jest zasada, którą staram się stosować we własnym życiu i polecam też Tobie. Na każde niezdefiniowane lub otwarte centrum energetyczne dobrze, żeby przypadało piętnaście minut dziennie spędzonych we własnej aurze.

Ponieważ mam pięć niezdefiniowanych centrów, moje ciało potrzebuje co najmniej siedemdziesięciu pięciu minut dziennie w swoim własnym polu. I kiedy mówię o tym osobom, które mają sześć lub siedem otwartych centrów, to widzę w ich oczach pytanie: skąd wziąć tyle czasu. Wrócę do tego jeszcze za chwilę.

Tymczasem chcę żebyś wiedziała, że ta zasada ma swoje uzasadnienie nie tylko w Human Design. Neurobiologia od lat potwierdza, że ciągła ekspozycja na bodźce społeczne i emocjonalne bez przerwy na regulację dosłownie przeciąża zdolność do interocepcji, czyli umiejętność słyszenia własnego ciała. To właśnie ona odpowiada za to, że potrafisz odczytać sygnały płynące z własnego ciała, czyli że rozpoznajesz, co czujesz, zanim zdążysz o tym pomyśleć. Ten ósmy zmysł często jest osłabiony, kiedy przez lata żyjesz nieustannie zorientowana na zewnątrz.

Human Design opisuje to przez pryzmat aury i centrów energetycznych a nauka przez pryzmat układu nerwowego. Jednak wnioski są podobne: ciało potrzebuje czasu w samotności, żeby wrócić do siebie.

Czym jest „czas czystej aury”, a czym nie jest

Czas bycia we własnej aurze to czas, w którym jesteś fizycznie sama, czyli nie wchłaniasz cudzej energii i ograniczasz bodźce z zewnątrz. Nie słuchasz muzyki, podcastów, audiobooków. Nie czytasz: nawet interesujących artykułów o Human Design 😊. Nie scrollujesz, nie oglądasz, nie pracujesz, nie piszesz wiadomości, nie robisz czegokolwiek pod wpływem czyjejś obecności albo oczekiwania. Nie przebywasz z domowymi zwierzętami.

To nie jest medytacja. Nie musisz nic "robić" ze swoim umysłem, niczego "oczyszczać" ani "uwalniać". Twoje ciało energetyczne nie potrzebuje specjalnych zabiegów, a jedynie przestrzeni, żeby naturalnie wrócić do siebie i odróżnić to co własne od tego co cudze.

Możesz siedzieć i patrzeć przez okno, obserwować ptaki, gotować w ciszy lub tak jak ja po prostu spacerować.

I nie musisz być na szczycie góry ani nad jeziorem o świcie. Możesz spędzić równie wartościowy czas we własnej aurze siedząc pięć minut w samochodzie zanim wejdziesz do domu. Twoje ciało energetyczne nie ocenia estetyki miejsca tylko, czy jest coś, co zakłóca pole.

Cisza nie jest warunkiem koniecznym: badania Stephena Porgesa nad teorią poliwagalną potwierdzają, że śpiew ptaków jest dla układu nerwowego sygnałem bezpieczeństwa. Co innego dźwięki, które wciągają Twoją uwagę, takie jak cudza rozmowa, telewizor w tle czy muzyka z głośnika. To nie jest już czas czystej aury.

Czego się spodziewać na początku

Chcę Cię uprzedzić, że na początku czas we własnej aurze, choć prosty, może nie być łatwy.

Mogą pojawić się emocje, które były przez zewnętrzną energię "buforowane": smutek bez wyraźnego powodu albo niepokój, który nie ma konkretnego źródła, albo dziwna pustka. To nie jest znak, że ten czas sam na sam ze sobą Ci nie służy, tylko że proces działa. Te emocje nie są nowe: były z Tobą od dawna, ale po prostu teraz mają przestrzeń, żeby zostać przeżyte.

Spróbuj pobyć z nimi trochę nie zagłuszając kolejną aktywnością.

"Ale ja nie mam czasu"

Mam do Ciebie jedno pytanie, zanim powiesz, że nie masz czasu.

Co robisz w chwilach, kiedy już jesteś sama?

No bo w większości przypadków ten czas już istnieje tylko jest czymś zapełniony, np.: jadąc samochodem, słuchamy radia; biorąc prysznic, słuchamy muzyki; przed snem czasem scrollujemy. Cisza stała się czymś nieswoim, więc natychmiast ją wypełniamy. Nauczyłyśmy się, że bycie zajętą jest bezpieczniejsze niż bycie z sobą, ponieważ kiedy jest za cicho, pojawiają się pytania, na które nie mamy jeszcze gotowych odpowiedzi.

Zacznij od małej zmiany. Na przykład wyłącz radio w samochodzie albo weź kąpiel bez telefonu w zasięgu ręki, albo zostań w samochodzie pięć minut po przyjeździe do domu, zanim wejdziesz i znów staniesz się potrzebna.

Jeśli masz jedynie pięć minut, to daj sobie te pięć minut. Serio. Twoje ciało energetyczne zaczyna się równoważyć niemal natychmiast, gdy tylko usuniesz zewnętrzne bodźce. Działaj małymi kroczkami.

No i przede wszystkim zwróć uwagę na momenty, w których już jesteś sama albo mogłabyś łatwo pobyć sama, chociaż przez chwilę:

  • czas przed przebudzeniem się domowników,
  • czas po tym, jak Twoi bliscy pójdą spać,
  • jazda samochodem w pojedynkę,
  • spacer bez konkretnego celu,
  • prysznic, kąpiel albo szykowanie się do wyjścia,
  • posiedzenie w samochodzie przed lub po załatwianiu spraw,
  • krótkie przerwy między zadaniami albo spotkaniami.

Wracam do tej praktyki bez poczucia winy

Piszę to, bo sama przez to przeszłam. Przez lata wmówiłam sobie, że czas spędzony w samotności, bez żadnego "produktywnego" celu, jest stratą, bo są ważniejsze rzeczy albo że inni potrzebują mnie bardziej niż ja potrzebuję siebie.

Teraz wiem, że to było warunkowanie. Nie moje świadome przekonanie, ale wyuczony wzorzec, który mówił, że jestem „dobra” jak daję i jestem dostępna bez względu na koszt, który ponoszę.

Kiedyś moje ciało wiedziało, jak wrócić do równowagi i że żeby coś naprawdę dać innym, trzeba najpierw mieć to w sobie. Dziś wracam do czasu we własnej aurze nie jak do duchowego rytuału ani kolejnego zadania do odhaczenia, ale jak do czegoś, co jest mi po prostu potrzebne. Staram się dawać to sobie świadomie i bez poczucia winy.

Prawda, o której często zapominamy jest taka, że jedyna relacja, która trwa przez całe życie, to relacja z samą sobą. Wszystkie inne: z dziećmi, partnerem, rodzicami, przyjaciółmi, zależą od jakości tej jednej. Jeśli regularnie wracamy do własnej aury, to możemy dawać z miejsca obfitości a nie braku lub możemy świadomie nie dawać wcale.

Wszystkie odpowiedzi, których szukasz na zewnątrz, są w Tobie. Naprawdę są. Tylko potrzebują warunków, żeby do Ciebie dotrzeć: odpoczynku od cudzej energii; przestrzeni i chwili prawdziwej bliskości z samą sobą. Tego właśnie z całego serca życzę i Tobie, i sobie. ❤


Chcesz sprawdzić, ile niezdefiniowanych centrów masz w swoim bodygraphie i ile czasu we własnej aurze może być dla Ciebie optymalnym wsparciem na co dzień? Napisz do mnie- sprawdzę to dla Ciebie. Możesz też pobrać swój bodygraph tutaj.


Tags

Human Design w życiu, Human Design w biznesie



Czy to moment, by wrócić do siebie i wybrać kierunek, który jest naprawdę Twój?


Tak, umawiam bezpłatną konsultację Human Design
>